Kreta, wyspa wśród morskiej rzucona otchłani, Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów. Moc tam różnego szczepu i mowy narodów. Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe, Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe. Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny, Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...) Odyseja, pieśń XIX
Chyba jeszcze Koutouloufari...ale na 100% pewna nie jestem...;))))
Po prawie miesięcznej, „blogowej abstynencji” postanowiłam
jednak wrócić…wena twórcza, co prawda, uleciała gdzieś wraz z końcem lata…;)
Niemniej jednak tęsknota o mnie nie zapomina i co jakiś czas rzuca mnie
ponownie w „objęcia” mojego bloga…
Tym razem wracam wspomnieniami do bardzo urokliwych zakątków
okolic Hersonissos…czyli Koutouloufari, Piskopiano i Starego Hersonissos…Powspominam
sobie trochę pomiędzy zdjęciami...;)
Koutouloufari kojarzy mi się z pewną
magią, spokojem a jednocześnie najgorszym momentem mojej „pracowniczej
kariery” na Krecie…miałam okazję pracować przez trzy miesiące w uroczej
tawernie, która miała mało uroczego szefa…ale to temat na osobną dyskusję…kiedyś
do tego wrócę ;)
Na zdjęciu obok: Danaides - taverna w Koutouloufari, która dla mnie jest miejscem równie cudownym jak i "przeklętym"....to tu przez trzy miesiące swego kreteńskiego życia pracowałam...
Koutouloufari, Piskopiano i Stare Hersonissos to tradycyjne, kreteńskie
wioski, z wąziutkimi, brukowanymi uliczkami i starymi, kamiennymidomami. Położone praktycznie jedna za drugą –
dokładnie w takiej kolejności jak wymieniłam (idąc od strony Stalidy;)) – i trzeba szukać tabliczki z
nazwą Piskopiano, żeby zorientować się, że już się opuściło
Koutouloufari…;)
Koutouloufari
Przyklejone do zboczy gór, wciśnięte między drzewka oliwkowe
- wioski stanowią fantastyczną
alternatywę dla osób, które mają dosyć hałasu Nowego Hersonissos…nie ma tu
dyskotek, klubów, barów…są za to tradycyjne tawerny, stare domki z niebieskimi
drzwiami i sklepiki z tradycyjnymi, kreteńskimi wyrobami…
Koutouloufari
Koutouloufari - kościół Agios Vassilios...większy budynek jest nowszy - zbudowany w 1840 r...mniejszy - "przyklejony" do większego jest częścią kościoła kilka wieków starszego...;)
Kościółek znajduje się dokładnie na przeciwko taverny, w której pracowałam...dwukrotnie miałam okazję obserwować (z doskoku, oczywiście) ceremonie ślubne, które się odbywały przed Kościółkiem...niestety nie mogłam mieć przy sobie aparatu...;/
wciąż Koutouloufari...
Oddalone są od wybrzeża ok. 1 km „lekko” pod górkę;))
(Stare Hersonissos troszkę dalej – ok. 2 km) dały mi niezły wycisk, gdy musiałam
codziennie, w 40 stopniowym upale zasuwać ze Stalidy doKoutouloufari…;) Parę kilo zrzuciłam;)) Za to
mam co teraz wspominać;)
Łącznie, te trzy wioski mają ok. 1500 stałych mieszkańców…
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari - restauracja Galini
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari
Koutouloufari
\
Piskopiano
Stare Hersonissos
Stare Hersonissos
Cudowne, magiczne, tajemnicze drzewka oliwkowe na wzgórzach otaczających trzy wioski...;)
Kiedyś obiecałam - jeszcze będąc na Krecie w 2011 r, że zamieszczę zdjęcia nieco sztormowego Heraklionu - jak tylko uda mi się zgrać owe zdjęcia na kompa...udało się już jakiś czas temu ale dopiero teraz mam odrobinę więcej czasu aby podziałać coś w tym zakresie....
Jak się uda, to filmik też wstawię...ale dla mnie to już "wyższa szkoła jazdy"...:/
Zdjęcia zrobione jakoś w połowie maja 2011...pojechałam akurat kupić kartę do telefonu i ją zarejestrować... i przy okazji odwiedziłam stare, znajome miejsca...;) pogoda była w sumie ok...ale bardzo wiało;) i te fontanny na falochronie tuż przy twierdzy Koules skutecznie zniechęcały większość przybywających do spacerów;) aczkolwiek osobiście na własne oczy widziałam śmiałków, którzy biegiem przebywali ten "niebezpieczny odcinek ;) tudzież na rowerkach śmigali....ryzyko chłodnego prysznica było jednak zbyt duże;))
Nie mam ostatnio zbyt wiele czasu na zajmowanie się blogiem czy forum...jednak tęsknota okazuje się zbyt silna i mimo dosyć późnej pory przygnała mnie tutaj;) Obecnie żyję sobie zupełnie innym rytmem, staram się poukładać sobie wszystko jak należy lub nie należy...;) Zobaczymy co wyjdzie w praniu...do stabilizacji mi jeszcze daleko...
Póki co - tęsknię sobie cichutko i spokojnie, bez histerii, ale z odpowiednio silną motywacją aby w przyszłym roku zaplanować sobie porządne wakacje "w kolorze blue"...
I tak z tęsknoty - ponownie zdjęcia ze Stalidy...zamieszczałam już jakieś ze wschodem słońca, ale tych chyba jeszcze nie...;)
Hmmm...w sumie to te zdjęcia są bardzo podobne...ale co tam...niech sobie oba tu "siedzą"...;))
Chwilowo uciekam z Heraklionu i „lecę” bardziej na wschód, czyli w te
rejony gdzie miałam okazję przebywać najczęściej…;)
Jakieś 25
km na wschód od stolicy wyspy leży Hersonissos
(Chersonissos). Słowo to w języku greckim - χερσονισοσ – oznacza półwysep. Stąd też pochodzi nazwa miasteczka.
Pub, sklepik z pamiątkami, sklep z biżuterią, z futrami, tawerna, wypożyczalnia autek,
kolejny sklep, tawerna, restauracja, tawerna, następna wypożyczalnia,
supermarket - wszystko wplecione pomiędzy klockowate hotelowe budynki…tak mniej
więcej wygląda główna ulica w Hersonissos….;) dla niektórych to być może "masakra" ja jednak nauczyłam się ją lubić;)) ale Hersonissos to nie tylko ta niesamowicie gwarna
ulica, pełna samochodów, motocykli, skuterów i rowerzystów, jak również – a
może przede wszystkim – turystów - zakupoholików, wielbicieli tawern i pubów,
sączenia drinków w każdym napotkanym barze po kolei - za dnia leniwie, nocną porą bardziej intensywnie...;) Nadmorska promenada
wygląda podobnie, z tą różnicą, że tam królują głownie tawerny i kluby…;) To
właśnie tam jest owo centrum życia nocnego Hersonissos…New York, Amnesia, Matrix,
Bio Bio, Copa Cabana, Deja Vu, Camelot, Enigma – to tylko niektóre z klubów,
gdzie życie tętni do białego rana;)
Obecne Hersonissos usytuowane jest na miejscu starożytnego
miasta Chersonesos, które prawdopodobnie
w czasach minojskich było portem Lyttos. Było to niezależne miasto, z własną
mennicą, a monety miasta przedstawiały na awersie głowę Artemidy a na rewersie
Apolla z lirą.
pozostałości wczesnochrześcijańskiej bazylikiw Hersonissos
Według archeologów tutaj mieściła się świątynia bogini
Britomartis, „słodkiej dziewicy”, jednej z najważniejszych postaci kreteńskiego
panteonu. W późniejszym okresie utożsamiano ją z Artemidą. Była to minojska
budowla, której nieliczne, przetrwałe do dziś fragmenty pochodzą z okresu
rzymskiego. Poza tym odkryto tutaj bizantyjskie mozaiki, akwedukty oraz
pozostałości wczesnochrześcijańskiej bazyliki, która znajdowała się na
niewielkim wzgórzu tuż przy porcie.
Fakt, Hersonissos to najbardziej komercyjne miejsce we
wschodniej części Krety ( a być może i na całej Krecie), z niezliczoną ilością
klubów, pubów, barów, tawern… Dużo lokali w okolicy portu to kluby
holenderskiej i irlandzkie. Hersonissos
jest szczególnie popularne wśród Holendrów, Brytyjczyków i Niemców. Kluby
czynne są do późnej nocy, lub - jak kto woli – do wczesnego ranka;) Jest to miejsce głośne, ruchliwe – jednak nie
pozbawione pewnego uroku. Jeśli o mnie chodzi to na początku bardzo drażniła
mnie ta komercyjność i hałaśliwość. Potem jednak, w miarę jak coraz więcej
czasu spędzałam w tym miejscu – zaczęłam zauważać również pozytywne strony tego
całego „zgiełku”, a także odkryłam spokojniejsze zakątki w okolicy (Stare
Hersonissos, Koutouloufari i Piskopiano – nieco powyżej owej nadmorskiej mekki
imprezowiczów). Polubiłam żywiołowość Hersonissos, jego uniwersalność, przebojowość i
atmosferę imprezowych wakacji...;) gdy chciałam uciec od tego całego szumu wlokłam
się jakieś 700 m
na południe - „pod górkę” - jedną z bocznych uliczek Hersonissos i
przenosiłam się do zupełnie innego świata sielskości i błogości w Koutouloufari
czy Piskopiano…jeśli miałam więcej czasu – biegłam troszkę dalej, do Starego
Hersonissos. O tych urokliwych zakątkach w kolejnych postach. :-)
W Hersonissos nie można się nudzić...a jeśli ktoś będzie chciał złapać oddech od zgiełku - również znajdzie odpowiednie miejsce;) jak chociażby na zdjęciu powyżej...fantastyczny widoczek ze wzgórza nieopodal małej kapliczki (i tej współczesnej i tej "trochę" starszej - jeszcze wyżej;)) ...Kurcze...znowu strasznie tęsknię...
PS. moje zdjęcia robione były w październiku - więc specjalnych tłumów za dnia i wczesnym wieczorem nie było...;))
I na koniec króciutki filmik (jak zwykle nie mój;)) - główna ulica w Hersonissos...;)) ech, wspomnień czar...na przeciwko Sugar Bar znajdował się maleńki sklepik, w którym zdarzyło mi się pracować....;) I jeszcze jedno...Hersonissos w dzień i Hersonissos w nocy to niemal dwa różne miejsca;)) Za dnia życie - mimo pewnej ruchliwości i gwaru- toczy się leniwie i powoli...natomiast w nocy miasteczko nabiera takiego "tempa", że niejeden wytrawny imprezowicz może zapomnieć jak się nazywa;))
*** Jeszcze do Hersonissos wrócę...i w postach, i - mam nadzieję - w przyszłym roku już "realnie"...;) ***
EURO szaleństwo jeszcze trwa, mnie również trzyma mocno - mimo, że i Polska i Grecja odpadły...teraz kibicuję Hiszpanii i Portugalii...;) Niemniej jednak zatęskniło mi się znowu za kreteńskimi klimatami...czas - powolutku - wracać do rzeczywistości;))
bardzo klimatyczne miejsce w Koutouloufari...ach, jak tęsknię;)