Kreta, wyspa wśród morskiej rzucona otchłani,
Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej
Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.
Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.
Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe,
Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.
Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny,
Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...)
Odyseja, pieśń XIX

06 stycznia 2015

Już w Nowym Roku:)

zachód słońca w Heraklionie


Powrót do domu z wojaży świątecznych kiedyś musiał nastąpić. Z pewnymi oporami trzeba było opuścić Wyspy (te na północy Europy;)) i udać się w drogę powrotną do Polski. Wyspy greckie - zwłaszcza ta najbardziej południowa pozostają na razie w sferze "opracowywania";)

Ponieważ miałam nieco ograniczony dostęp do bloga, zajęłam się "bombardowaniem" strony na FB wszelkimi zdjęciami z zimowej Krety (pogoda nieco poszalała, to trzeba przyznać - niemniej jednak Kreta w bieli wygląda równie fascynująco;))  Jest sporo utrudnień związanych z zasypanymi drogami. Spore zniszczenia spowodowały też obfite deszcze. Oprócz zimowych zdjęć - zawładnęła mną również kreteńska muzyka.

No właśnie...pomimo, że mój grecki jest jeszcze w powijakach - coraz bardziej ulegam magii tego specyficznego rodzaju muzyki, pieśni i tańców. W ramach stałego pogłębiania swojej wiedzy o Krecie, jej historii, kulturze, sztuce postanowiłam "zanurzyć się" w ten temat tak głęboko jak będzie to - na chwilę obecną - możliwe.

W języku polskim niewiele jest dostępnych informacji na ten temat. A jeśli są - to takie raczej ogólne. Bardzo żałuję, że nie znam  jeszcze na tyle greckiego aby móc czerpać informacje z całego mnóstwa greckojęzycznych stron. Będę posiłkowała się zapewne przewodnikami, internetem i anglojęzycznymi serwisami. I zabiorę się ostro za grekę...;))  <zapał na razie jest - zobaczymy jak będzie dalej> :)

Póki co......παμε!!  :)


                                                                        * * * * *

23 grudnia 2014

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!! :-)


                                                             * * * * *

Zdrowych, spokojnych, radosnych, pełnych ciepła i tej jedynej w swoim rodzaju magii Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w nadchodzącym Nowym 2015 Roku!! 


   Merry Christmas and Happy New Year  2 0 1 5 !!

                                                              * * * * * 

20 grudnia 2014

Święta i Nowy Rok - podsumowania i marzenia...czyli stara śpiewka - jak co roku;)

Zbliżają się Święta, nadchodzi Nowy Rok...kolejny rok. Co się zmieniło? co się ewentualnie zmieni? Prawie każdy robi podsumowania i plany. Ja też. To znaczy robię głównie podsumowania, bo do planów nie mam zaufania :) Plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. Nie będę sobie nic obiecywać, nic postanawiać. Po prostu jeśli będą możliwości - będę działać i już. 

Moje główne marzenia oczywiście związane są z Kretą. Chciałabym również zabrać się za naukę greckiego, co sobie obiecywałam od lat. Moje mizerne próby kończyły się porażką. Lenistwo? Brak motywacji? Brak czasu? Chyba wszystko po trochu. 

Życzenia świąteczne i noworoczne będą w osobnym poście. Na razie próbuję ogarnąć miniony rok. Kolejny rok bez porządnych wakacji, bez Krety - fizycznie, bo sercem i duszą notorycznie tam wracam :) Rok uciekł bez jakichś fajerwerków. Trochę smutny rok - choroba i śmierć dziadka, chociaż wszyscy się tego spodziewali. 

Zdrowie...no właśnie. Oby tego nigdy nikomu nie zabrakło. Z całą resztą człowiek jest w stanie sobie poradzić:) . Jeden lepiej, drugi gorzej - ale zawsze jakoś. 

Zachód słońca w Malii

No to sobie pogadałam przy sobocie. Czas zabrać się za kończenie porządków - chociaż ciężko, bo jakiś wirus mnie dopadł :(   Tak się do tej pory trzymałam, a tu jak zwykle przed samymi Świętami - BAM! :-)
No nic, trzeba sobie jakoś radzić. 

No to do następnego...wkrótce:)

***

04 listopada 2014

Moja Kreta AD 2007 - powrót do wspomnień...


Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy leciałam na Kretę – nie do końca wiedziałam czego mogę oczekiwać pomimo, że parę lat wcześniej spędziłam trochę czasu w Grecji kontynentalnej. Wyspa kojarzyła mi się przede wszystkim z ciepłem, słońcem, morzem i historią. Poleciałam z klasyczną wycieczką, z jednym z biur podróży - praktycznie w ciemno. Stwierdziłam, że jak uda się znaleźć pracę – będzie super i zostanę;) Jak nie – to zwijam manatki i wracam tak jak trzeba – również z wycieczką.

Po przylocie pomogła mi jedna osoba, Polka mieszkająca od jakiegoś czasu na Krecie. Znałam ją jedynie „teoretycznie”, więc też nie wiedziałam czego konkretnie oczekiwać. Dużo było perturbacji, niemniej jednak udało mi się załapać do pracy. I zostałam. Załatwiłam z rezydentem z biura podróży, że nie wracam z nimi...dziwnie mi się przyglądał, ale powiedział, że takie rzeczy się zdarzają;)





















Hotel "Neon" w Stalidzie










Po 10 dniach „wakacjowania” wyniosłam się z hotelu. Mieszkanie pomógł mi znaleźć...Albańczyk. Wiele się nasłuchałam swego czasu o Albańczykach więc miałam ogromne uprzedzenia. Niepotrzebnie – jak się okazuje. Gdy zapytałam go, dlaczego mi pomaga, powiedział po prostu: „widzisz, ja tu jestem obcy, ty jesteś obca. Mnie kiedyś ktoś pomógł, ja pomagam tobie. Może kiedyś ty pomożesz komuś innemu

Potem parę razy jeszcze spotkaliśmy się przypadkowo w Stalidzie i Hersonissos. A potem zniknął. Może wyjechał. Nie wiem.





Mieszkanie, w którym przyszło mi zamieszkać...cóż, nie było szczytem luksusu...Niemniej jednak było (i na swój sposób jakiś urok miało;) ) - a ja wtedy potrzebowałam jakiegokolwiek lokum. Za sąsiadów miałam Albańczyków, Chińczyków, Rumunów,       Serbów... jak się jednak później okazało, sąsiedzi byli jak             najbardziej w porządku. Każdy praktycznie cały dzień w robocie, schodzili się wszyscy wieczorem (niektórzy nad ranem – jeśli         pracowali w barach, tavernach itp.) i zajmowali każdy swoim       życiem. A życie nie było łatwe





                                                      Takie miałam "roślinki" za "oknem" ;) 









Nie ma to jak winogrona i pomarańcze za oknem;) Nie miałam odwagi zjeść bo świadomość co ewentualnie mogło po nich spływać z mieszkań na górnym piętrze skutecznie przed tym odstraszała;) Niemniej jednak - przy całej marnocie lokum - wyglądały pięknie i cieszyły oczy ;) Zawsze marzyłam o tym aby mieć przed domem drzewko pomarańczowe :-)  Winogrona jedynie urozmaiciły moje spełnione marzenie :D 




A to moi najwierniejsi przyjaciele ;) Odwiedzali mnie regularnie...


Piesek generalnie był przyjacielem Chińczyków, ale tak po sąsiedzku zaprzyjaźnił się też ze mną;))






Kotek zjawił się zupełnie znienacka...szczerze powiedziawszy nie wiem czy był czyimś  przyjacielem zanim przyssał się do mnie - bo był nieco dziki...bał się, na początku siadał sobie w odpowiedniej odległości i się przyglądał...po jakimś czasie zaczął zapuszczać się do "lokalu"...a po jakimś czasie zażyczył sobie stołowania;) 


















A potem to już poszedł na całość...i zaczął czepiać się wystroju lokalu;)))) Wystrój był lichy i tandetny, niemniej jednak kocurek wykazywał niezmierzone pokłady bezczelności tarmosząc świeżo wypraną namiastkę firanki;)) 
















Taki kreteński "Sfinks" :)










A na sam koniec, żeby było weselej - przyprowadził koleżankę...albo kolegę, już nie sprawdzałam;)) 

To na razie tyle o moich zwierzęcych przyjaciołach;) może kiedyś jeszcze wrócę do tego tematu...




Jeśli chodzi o pracę...



Pracowałam w dwóch sklepach. Z ciuchami. A ciuchy...hmmm...fajne te ciuchy były...;) Na początku myślałam (jakże naiwnie;))) że to oryginały... no cóż, jakością nie ustępowały za wiele oryginałom, co przyznawali sami kupujący...Nie wiem czy powinnam o tym pisać tutaj, ale wszyscy, którzy mieli okazję zajrzeć do greckich czy kreteńskich „butików” wiedzą o co biega. Turyści zazwyczaj nie byli w ciemię bici i wiedzieli co kupują. Czasem jednak zdarzali się naiwni – jak ja na początku;)  I zazwyczaj, nie odpowiadało się wprost na pytania odnośnie pochodzenia ciuchów...jednak w ostateczności – nieco pokrętnymi drogami – dowiadywali się co kupują i z reguły kupowali;)  



Pracę zaczynałam o 9.00 rano w „Outlecie” i pracowałam do 14.00. Potem do 19.00 miałam „sjestę”. Od 19.00 do 23.00 - 24.00 pracowałam w „głównym” sklepie – zwanym Defile;) . Nazwę nadała mu Francuzka z którą miałam ogromną przyjemność pracować. Fantastyczna, ciepła, cudowna osoba :) Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze spotkamy się gdzieś w znajomych zakamarkach Krety.



Obydwa sklepy miały tego samego właściciela (Grek) i w obydwu pracowali praktycznie ci sami ludzie, zmienialiśmy się jedynie czasowo. I tak się to kręciło od połowy czerwca (wtedy zaczęłam pracę) do połowy października. Na początku, w czasie sjesty – biegałam na plażę. Pod koniec sezonu wolałam pospać w nagrzanym do niemożliwości „apartamencie”;)) Gdy wracałam na przerwę – ściany były gorące, nie mówiąc o innych rzeczach w mieszkaniu.


















Drugi sklep - OUTLET... 




Obydwa sklepy niestety zakończyły swój żywot bodajże w 2009 roku - jak sporo innych lokali w Stalidzie, czy to restauracje, biura podróży czy inne sklepy. Smutne to...


***Takie to było moje życie na Krecie AD 2007. Niemniej jednak – niczego nie żałuję;)

W zasadzie sama nie wiem po co to piszę...naszło mnie na wspomnienia po prostu. Czy teraz zdecydowałabym się ponownie na taką wyprawę? Po zastanowieniu odpowiadam z pełną świadomością: TAK.

Obecnie zadanie mam ułatwione jeśli chodzi o „zainstalowanie się” na wyspie. Nie będzie z tym problemu. Problemem teraz jest znalezienie pracy. I jej utrzymanie.

Ciągle biega mi po głowie myśl, aby mieć "coś swojego" na Krecie. Na obecną chwilę jest to marzenie niezbyt realne. Ale od czego są marzenia;)

*** No to do następnego...  ***


05 października 2014

Przymiarki do planów...na najbliższe lata ;))

Ech...opisałam chyba wszystkie miejsca, w których przebywałam - dłużej lub krócej - na magicznej Krecie...

Czas zacząć przymierzać się do nowych miejsc...oczywiście na mojej ulubionej wyspie...

Jako, że generalnie mam awersję do planowania - praktykuję "przymiarki do planów";) 

Z planami - wiadomo jak bywa. 

Nie określam też docelowo - że to będzie przyszły rok. Bo nie wiem, czy będzie. Wiem tylko tyle, że muszę tam wrócić - choćby jedynie na miesiąc...w danym roku ;)

Co dalej w takim razie z blogiem? 

Tak sobie myślę i myślę...chciałabym odwiedzić te wszystkie miejsca, do których nie dane mi było tej pory zajrzeć, ucząc się ich "wirtualnie", "jeżdżąc palcem po mapie" - jak będzie trzeba (albo mnie "przyciśnie" :) ) i zgłębiając wszelkie możliwe wiadomości...mam również ambicję - już teraz całkiem na poważnie - nauczyć się greckiego, tak abym mogła na bieżąco śledzić to co dzieje się na wyspie...możliwości są, brakuje "języka"... 

Mam więc nadzieję, że blog będzie sobie dalej "żył" a ja dołożę wszelkich starań żeby to nie była wegetacja, ale życie na pełnym gazie...cokolwiek to znaczy ;))   

w sumie to sama się sobie dziwię, że jeszcze chce mi się bawić w to całe blogowanie... ;) 

No to do następnego...    :-)     ***

16 sierpnia 2014

Wyspa Kolokitha, Półwysep Spinalonga i takie tam...perturbacje informacyjne;)

widok na półwysep Spinalonga i - po lewej - na wyspę Spinalonga

Dawno mnie tutaj nie było, czas nadrobić nieco zaległości.   Dzisiaj trochę o ...wyspie Kolokitha?;))

Długo nie mogłam pojąć co się kryje pod tą nazwą – czy wyspa, czy półwysep czy po prostu plaża;) Pogrzebałam trochę w internecie, trochę po przewodnikach – aczkolwiek w tych ostatnich jest o tym tyle co kot napłakał. Czyli nic. Najbardziej sensowne info znalazłam na anglojęzycznej stronie .



Wysepka Kolokitha
Kolokitha to niewielka wysepka położona naprzeciwko półwyspu Spinalonga, ok. 12 km od Agios Nikolaos i w niewielkiej odległości od Eloundy. Centralnie naprzeciwko wysepki znajduje się fajniutka plaża (uwieczniona przeze mnie na zdjęciach) o angielskiej nazwie Saint Luke Beach – czyli tak po naszemu plaża św. Łukasza;) Aczkolwiek bardziej znana jest właśnie jako Kolokitha Beach ;)

Tekst z powyższej stronki wyjaśnił mi również, że to co brałam początkowo za półwysep Kolokitha jest de facto półwyspem Spinalonga  (nota bene na mapce Krety, którą można zdobyć za darmo na wyspie półwysep ów nie jest opisany jako Półwysep Spinalonga, tylko wszystko razem – łącznie z niewielką wysepką oznaczone jest jako Kolokitha Island;) - stąd pewnie te niedomówienia i pomyłki).

Najważniejsze jednak, że w końcu wszystko się wyjaśniło ;)

widok z półwyspu Spinalonga w stronę Eloundy i Agios Nikolaos

„Zwiedziłam” tylko niewielką część półwyspu Spinalonga, zresztą cały półwysep jest taki bardziej offroadowy, więc za wiele do zwiedzania tam nie ma – w sensie: zabytków. Są bodajże dwa kościoły - ja dotarłam tylko do jednego z nich - bizantyjskiego kościółka Agios Fokas.

Bizantyjski kościołek Agios Fokas

Agios Fokas

 
Agios Fokas

Agios Fokas

hmm...gdzieś tam się przewinęłam...






i nawet "przyczepiłam się do dzwona" ;)) hmm....
Agios Fokas





Na półwyspie Spinalonga

Na półwyspie Spinalonga...w oddali widoczna (ten mały budyneczek;)) bodajże wczesnochrześcijańska bazylika...ale nie jestem pewna, bo tam nie dotarłam...czasu brakło:(

Na półwyspie Spinalonga z widokiem na Kolokithę;)

j.w.

 
Panuje tam niesamowity spokój, prawie w ogóle nie ma turystów, chyba że czasem przemkną terenowe autka w ramach „kreteńskiego safari” ;)

Jedynie plaża jest oblegana, „masówki” organizują tam grilla, no i ludziska po wycieczce na Spinalongę moczą swoje obolałe kościska w błekitnych wodach Saint Luke Beach ;)  

Saint Lukas Beach zwana też Kolokitha Beach :)

j.w.















no i grill...a jakże;) "masówka" głodna ;)





To jeszcze celem uzupełnienia informacji o wyspie Spinalonga:

Wyspa najprawdopodobniej faktycznie powstała w wyniku przekopania przez Wenecjan kanału w 1589 roku. Dawniej stanowiła część półwyspu Spinalonga. Stosowne sprostowanie zamieściłam również w poście o Spinalondze. 

I to by było na tyle - tym razem;) Jak coś sobie przypomnę, albo dowiem się czegoś innego - niż do tej pory wiedziałam - zamieszczę odpowiednie info ;) 

       ***

16 lutego 2014

Spinalonga - jeszcze parę "obrazków" :-)

W drodze na Spinalongę...w oddali zostaje Elounda...   :-)










"Masówka" łapie odrobinę cienia... ;))



"Masówka" odpływa....   :-))