Kreta, wyspa wśród morskiej rzucona otchłani,
Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej
Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.
Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.
Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe,
Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.
Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny,
Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...)
Odyseja, pieśń XIX

05 czerwca 2015

Muzyka kreteńska cz.II


W końcu wróciłam i zgodnie z zapowiedzią - zamierzam nadal „muzykować” w rytmie kreteńskich instrumentów, pieśni i tańców;)






W dzisiejszych czasach na Krecie najczęściej muzykuje się przy akompaniamencie liry (λύρα) bądź skrzypiec (βιολί), jednak nie mniejszą rolę odgrywa kreteńskie laouto (λαούτο). Jest to instrument strunowy szarpany z bardzo szerokiej rodziny lutni. Z wyglądu przypomina nieco inny instrument – oud, który jest uznawany za przodka lutni i nazywany też lutnią arabską lub perską. W przeciwieństwie do innych rodzajów lutni kreteńskie laouto ma dosyć długą szyjkę i największy korpus ze wszystkich instrumentów tego rodzaju. Z tego powodu dźwięki pochodzące z klasycznej lutni i laouto różnią się znacznie. Długość szyki i naprężenie strun ma duży wpływ na rodzaj dźwięku. Laouto ma 8 strun – w czterech rzędach po dwie. Jest to instrument, który nadaje charakterystyczny rytmiczny podkład pieśniom i tańcom.

Poniżej: kreteńskie laouto i George Xilouris.




Pozostałe instrumenty przewijające się w "kreteńskim muzykowaniu" to thiamboli (θιαμπολι) , askomandoura (ασκομαντούρα), daouli (νταούλι) a także mandolina (μαντολινο) czy mandoura (μαντούρα )

Thiamboli (θιαμπολι)– to rodzaj bardzo prostego, wręcz prymitywnego fletu. Używa się różnych nazw m.in. habioli, sfyrohabioli, fthiaboli...

I Thiamboli w akcji... :)





Askomandoura (ασκομαντούρα)– to z kolei rodzaj dud.






Daouli (νταούλι)– to rodzaj dwustronnego bębenka. Występują w różnych rozmiarach.

Poniżej daouli i askomandoura.





Mandolina (μαντολινο) albo mantola (nieco starsza od mandoliny) – to też rodzaj lutni. . Jest to niewielki instrument strunowy szarpany. Również posiada cztery pary strun – czyli jest to instrument ośmiostrunowy (najczęściej-bo są też mandoliny 10 strunowe).




Podczas zaznajamiania się z rodzajami kreteńskich instrumentów w różnego rodzaju materiałach przewijają się też takie nazwy jak boulgari (μπουλγαρί) - pochodzi z Turcji czy tambouras (ταμπουράς) - jego poprzedniczką była starożytna grecka pandoura (πανδούρα).

Wracając jeszcze do liry i skrzypiec:

Podobno wielu muzyków grających na lirze zaczynało od gry na skrzypcach. Od 1950 roku, z powodu nacjonalistycznej polityki przyjętej przez folklorystów, w Grecji obowiązywał zakaz publicznego wykonywania muzyki kreteńskiej z akompaniamentem skrzypiec. Skrzypce uznano za instrument obcy kulturowo, który został „zaimportowany” na Kretę w pakiecie z rządami Wenecjan. Jednocześnie lira została „koronowana” na symbol czystej, oryginalnej, kreteńskiej muzyki. I praktycznie tak jest do dzisiaj (może oprócz tego, że nie ma zakazu muzykowania na skrzypcach).

A prawda jest taka, że ani skrzypce ani lira nie mają oryginalnych, kreteńskich korzeni. Jedyna kwestia o jaką można by się spierać – i zapewne w pewnych kręgach to się dzieje – który instrument pojawił się na Krecie wcześniej;) Obecnie w niektórych częściach Krety bardziej powszechne są skrzypce, w innych lira. 

"Zestaw" kreteński nr 1: podwójne laouto, skrzypce i daouli...oraz Antonis Martsakis ;)





"Zestaw" nr 2: z lirą w roli głównej, poza tym ze cztery lutnie i daoulaki ;)





Postaram się znaleźć jeszcze inne "zestawy" ;) , na dzień dzisiejszy musi wystarczyć. Zresztą i tak temat jest niewyczerpany i osobiście czuję mocny niedosyt. Nie ma zbyt wielu opracowań w języku polskim na temat kreteńskiej muzyki - pochodzenia poszczególnych instrumentów i generalnie korzeni kreteńskiego folku. Posiłkowałam się anglojęzycznymi stronami.  Szczerze powiedziawszy - nie sądzę również aby było szersze zapotrzebowanie na tego typu wiedzę wśród Polaków. Nie wiem czy ktoś - oprócz mnie - ma ochotę zgłębiać te wszystkie niuanse muzyczne, różnice pomiędzy lirą i skrzypcami, sposobem gry, różnice pomiędzy rodzajami lutni (a tych jest naprawdę sporo;))  Staram się jak mogę poznawać każdy aspekt kreteńskiej kultury, jednak nie chciałabym zbytnio przynudzać, skupiłam się więc tylko na najważniejszych rzeczach (oczywiście z mojego punktu widzenia najważniejszych;) ) Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza - bardzo proszę o odzew;) 

Linki:


xilouris.gr

greek folk music and dance instrumenty

www.cretamusic.com

Zamieszczając te linki chciałam jedynie pokazać jak wiele instrumentów przewija się w kreteńskiej  ( i generalnie w greckiej) muzyce. 







01 maja 2015

Już niedługo wracam...

Padł mi laptop, wiszę głownie na telefonie, z normalnego kompa korzystam gościnnie i na chwilkę;) Nie da rady tak funkcjonować w wirtualnym świecie;)  Jeszcze trochę muszę się jednak pomęczyć...

Zatęskniłam za blogowaniem - czego efektem jest ten krótki wpis...póki co oddaję się totalnemu lenistwu i muzyce...głównie kreteńskiej;)   


O Nikosie też kiedyś napiszę posta...nie może być inaczej. To zbyt ważna postać i dla Krety i dla całej Grecji...a przy tym ten głos...

No to do następnego...

                                                                        *  *  *

07 lutego 2015

Muzyka kreteńska cz. I - Lira

Muzyka łagodzi obyczaje. Daje poczucie wolności. Przenosi w inny wymiar. Wyzwala energię. Określa – w pewien sposób - charakter człowieka:) Parafrazując: „powiedz mi czego słuchasz, co grasz i na czym – a powiem ci kim jesteś” :)      No i mogłabym tak jeszcze długo.  Ale przejdźmy do sedna...

Nie wiem czy nie porywam się z motyką na słońce, próbując podzielić się swoją pasją do muzyki Krety. Przede wszystkim ze względu na język. O ile w tradycyjnym, angielskim popie, czy nawet greckim popie, czy innych rodzajach muzyki nie przywiązuje się zbytniej wagi do słów, o tyle w przypadku np. mantinades ma to przeogromne znaczenie. Wytłumaczę to w dalszej części. Uwielbiam brzmienie poszczególnych instrumentów i specyficzny rytm kreteńskiej muzyki, tańców i pieśni. I dlatego sugeruję wszystkim czytającym a zwłaszcza słuchającym;)) skupienie się na początku przede wszystkim na brzmieniu i rytmie. Co do treści - wykonuję "hard work" aby móc zacząć chociaż częściowo tłumaczyć pewne rzeczy ;)   Postaram się ogarnąć  ten temat najlepiej jak potrafię bo nie wyobrażam sobie poznawania Krety bez chociażby próby poznania jej muzyki.

Psarantonis   *

Dla Kreteńczyków muzyka stanowi niesamowicie ważną część ich specyficznej, jedynej w swoim rodzaju kultury.

Bo Kreta jest wyspą wyjątkową. Położona „na skrzyżowaniu” trzech kontynentów stała się swego rodzaju konglomeratem kultur, które przenikając się wzajemnie zadecydowały o niepowtarzalnym charakterze wyspy i jej mieszkańców.

Muzyka i taniec związane są z życiem Kreteńczyków od najdawniejszych czasów (to właśnie mitologicznym Kuretom przypisuje się stworzenie tańca wojennego „pyrriche”) . Przenika niemal każdy aspekt ich życia, stanowi nieodłączny element wszelkich wydarzeń. 

Lira  kreteńska  **
Najbardziej charakterystycznym instrumentem muzycznym na Krecie jest trójstrunna lira kreteńska (Κρητικη λυρα- Kritiki Lira). Jest to instrument smyczkowy, wykonany z drewna - najczęściej orzecha lub morwy. Spotyka się różne odmiany liry w różnych krajach np. Turcji czy krajach Bliskiego Wschodu – jednak na Krecie znaczenie liry jest przeogromne. Wydobywa duszę kreteńskiej muzyki bardziej niż jakikolwiek inny instrument. Podkreśla ładunek emocjonalny mantinades, kreuje specyficzny obraz muzyczny swoim żywym, czarującym dźwiękiem.

Korzeni liry szukać należy zapewne w krajach Bliskiego Wschodu, aczkolwiek niektóre źródła sugerują, że może pochodzić z Indii – skąd de facto przywędrowała większość podobnych bliskowschodnich instrumentów muzycznych.

Kiedy Instrument ten pojawił się na Krecie? Nie jest to niestety do końca wyjaśnione, są różne teorie. Mogła przybyć w 395 roku wraz z Grekami z Konstantynopola. Mogło być również tak, że „przywędrowała” z andaluzyjskimi Saracenami w 824 roku n.e. A może to armia Nicefora Fokasa, wyzwalająca Kretę spod panowania arabskiego w 961 roku  miała ją gdzieś „na wyposażeniu” ;)

**
Jeszcze inna opcja – lira przybyła w 1080 roku wraz z dużą populacją Greków z Konstantynopola przesiedlonych w ramach rechrystianizacji Krety przez ówczesnego imperatora bizantyjskiego Alexiosa Komnenosa.

To co wiadomo na pewno – w momencie przybycia Wenecjan na Kretę w 1210 roku liraki (mały, najwcześniejszy model liry) była już obecna na Krecie.

Wyróżniamy trzy typy liry:
  • λυράκι (liraki) – mały model liry, prawie identyczny jak bizantyjska lira,używana głównie przy tańcach;
  • βροντόλυρα (vrontolira)– o bardzo silnym dźwięku, idealny do akompaniamentu przy pieśniach;
  • λύρα κοινή (lira koini)- lira współczesna, obecna na wyspach dzisiaj (powstała jako swego rodzaju połączenie liry i skrzypiec).

Wydaje się, że skrzypce miały duży wpływ na wygląd i sposób gry na obecnej lirze. Próbuję dogrzebać się do bardziej szczegółowych informacji na ten temat i jak coś konkretnego znajdę - to oczywiście zamieszczę stosowne informacje. Dowiedziałam się, że w ostatnich dekadach rozgorzała dyskusja który z tych dwóch instrumentów (lira czy skrzypce) miał większy wpływ na to jak kształtowała się muzyka kreteńska. Który z nich na wyspie znalazł się wcześniej. Potwierdzone jest, że w niektórych rejonach Krety to skrzypce - a nie lira - były i dosyć często nadal bywają głównym instrumentem (Kreta zachodnia, okolice Chanii). Lira natomiast jako główny instrument występowała najwcześniej w środkowej (Rethimno) i wschodniej części Krety  ( Iraklio). 

Temat muzyki Krety, pieśni i tańców jest tak przebogaty, że nie sposób opisać tego w jednym poście. Postanowiłam więc podzielić temat na kilka części. 

Pozostałe instrumenty związane z tradycyjną muzyką kreteńską opiszę w osobnym poście. Będę również dalej grzebać w poszukiwaniu informacji jak to jest z lirą i skrzypcami;) Bo nie ukrywam, że nie daje mi to spokoju...;) Polskojęzycznych informacji na ten temat nie ma zbyt wiele - więc szukam głównie po anglojęzycznych stronach.

Przy tworzeniu tego posta korzystałam z wielu źródeł m.in. z Wikipedii, przewodnika zakupionego na Krecie, przewodnika NG i Pascala a przede wszystkim ze strony:

www.we-love-crete.com

i troszkę z:

www.rossdaly.gr

Coś dla ewentualnych amatorów liry, tudzież muzyków może zainteresować;)  po grecku niestety, ale tak czy inaczej można się nieco połapać w "obchodzeniu się" z tym instrumentem;) 



I już muzycznie...lira solo:)




                                                                                 *****

PS. jeśli ktoś ma jakieś uwagi co do treści - to proszę śmiało się dzielić spostrzeżeniami;)

No i tradycyjnie, na sam koniec:   zamieszczone zdjęcia pochodzą ze "współnych zasobów" Wikipedii;)  Zaznaczyłam to aby nie było żadnych niedomówień.

>Zdjęcie oznaczone  * pochodzi z zasobów Wikipedii-"Psarantonis 8254325". Licensed under CC BY-SA 2.5 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Psarantonis_8254325.jpg#mediaviewer/File:Psarantonis_8254325.jpg


>Zdjęcie oznaczone  ** pochodzi z zasobów Wikipedii - "Stag diki" by Objective r - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Stag_diki.jpg#mediaviewer/File:Stag_diki.jpg


>Zdjęcie ***  pochodzi z zasobów Wikipedii   - "Lyres-creta" by Joan - Own work. Licensed under CC BY 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyres-creta.jpg#mediaviewer/File:Lyres-creta.jpg

06 stycznia 2015

Już w Nowym Roku:)

zachód słońca w Heraklionie


Powrót do domu z wojaży świątecznych kiedyś musiał nastąpić. Z pewnymi oporami trzeba było opuścić Wyspy (te na północy Europy;)) i udać się w drogę powrotną do Polski. Wyspy greckie - zwłaszcza ta najbardziej południowa pozostają na razie w sferze "opracowywania";)

Ponieważ miałam nieco ograniczony dostęp do bloga, zajęłam się "bombardowaniem" strony na FB wszelkimi zdjęciami z zimowej Krety (pogoda nieco poszalała, to trzeba przyznać - niemniej jednak Kreta w bieli wygląda równie fascynująco;))  Jest sporo utrudnień związanych z zasypanymi drogami. Spore zniszczenia spowodowały też obfite deszcze. Oprócz zimowych zdjęć - zawładnęła mną również kreteńska muzyka.

No właśnie...pomimo, że mój grecki jest jeszcze w powijakach - coraz bardziej ulegam magii tego specyficznego rodzaju muzyki, pieśni i tańców. W ramach stałego pogłębiania swojej wiedzy o Krecie, jej historii, kulturze, sztuce postanowiłam "zanurzyć się" w ten temat tak głęboko jak będzie to - na chwilę obecną - możliwe.

W języku polskim niewiele jest dostępnych informacji na ten temat. A jeśli są - to takie raczej ogólne. Bardzo żałuję, że nie znam  jeszcze na tyle greckiego aby móc czerpać informacje z całego mnóstwa greckojęzycznych stron. Będę posiłkowała się zapewne przewodnikami, internetem i anglojęzycznymi serwisami. I zabiorę się ostro za grekę...;))  <zapał na razie jest - zobaczymy jak będzie dalej> :)

Póki co......παμε!!  :)


                                                                        * * * * *

23 grudnia 2014

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!! :-)


                                                             * * * * *

Zdrowych, spokojnych, radosnych, pełnych ciepła i tej jedynej w swoim rodzaju magii Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w nadchodzącym Nowym 2015 Roku!! 


   Merry Christmas and Happy New Year  2 0 1 5 !!

                                                              * * * * * 

20 grudnia 2014

Święta i Nowy Rok - podsumowania i marzenia...czyli stara śpiewka - jak co roku;)

Zbliżają się Święta, nadchodzi Nowy Rok...kolejny rok. Co się zmieniło? co się ewentualnie zmieni? Prawie każdy robi podsumowania i plany. Ja też. To znaczy robię głównie podsumowania, bo do planów nie mam zaufania :) Plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. Nie będę sobie nic obiecywać, nic postanawiać. Po prostu jeśli będą możliwości - będę działać i już. 

Moje główne marzenia oczywiście związane są z Kretą. Chciałabym również zabrać się za naukę greckiego, co sobie obiecywałam od lat. Moje mizerne próby kończyły się porażką. Lenistwo? Brak motywacji? Brak czasu? Chyba wszystko po trochu. 

Życzenia świąteczne i noworoczne będą w osobnym poście. Na razie próbuję ogarnąć miniony rok. Kolejny rok bez porządnych wakacji, bez Krety - fizycznie, bo sercem i duszą notorycznie tam wracam :) Rok uciekł bez jakichś fajerwerków. Trochę smutny rok - choroba i śmierć dziadka, chociaż wszyscy się tego spodziewali. 

Zdrowie...no właśnie. Oby tego nigdy nikomu nie zabrakło. Z całą resztą człowiek jest w stanie sobie poradzić:) . Jeden lepiej, drugi gorzej - ale zawsze jakoś. 

Zachód słońca w Malii

No to sobie pogadałam przy sobocie. Czas zabrać się za kończenie porządków - chociaż ciężko, bo jakiś wirus mnie dopadł :(   Tak się do tej pory trzymałam, a tu jak zwykle przed samymi Świętami - BAM! :-)
No nic, trzeba sobie jakoś radzić. 

No to do następnego...wkrótce:)

***

04 listopada 2014

Moja Kreta AD 2007 - powrót do wspomnień...


Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy leciałam na Kretę – nie do końca wiedziałam czego mogę oczekiwać pomimo, że parę lat wcześniej spędziłam trochę czasu w Grecji kontynentalnej. Wyspa kojarzyła mi się przede wszystkim z ciepłem, słońcem, morzem i historią. Poleciałam z klasyczną wycieczką, z jednym z biur podróży - praktycznie w ciemno. Stwierdziłam, że jak uda się znaleźć pracę – będzie super i zostanę;) Jak nie – to zwijam manatki i wracam tak jak trzeba – również z wycieczką.

Po przylocie pomogła mi jedna osoba, Polka mieszkająca od jakiegoś czasu na Krecie. Znałam ją jedynie „teoretycznie”, więc też nie wiedziałam czego konkretnie oczekiwać. Dużo było perturbacji, niemniej jednak udało mi się załapać do pracy. I zostałam. Załatwiłam z rezydentem z biura podróży, że nie wracam z nimi...dziwnie mi się przyglądał, ale powiedział, że takie rzeczy się zdarzają;)





















Hotel "Neon" w Stalidzie










Po 10 dniach „wakacjowania” wyniosłam się z hotelu. Mieszkanie pomógł mi znaleźć...Albańczyk. Wiele się nasłuchałam swego czasu o Albańczykach więc miałam ogromne uprzedzenia. Niepotrzebnie – jak się okazuje. Gdy zapytałam go, dlaczego mi pomaga, powiedział po prostu: „widzisz, ja tu jestem obcy, ty jesteś obca. Mnie kiedyś ktoś pomógł, ja pomagam tobie. Może kiedyś ty pomożesz komuś innemu

Potem parę razy jeszcze spotkaliśmy się przypadkowo w Stalidzie i Hersonissos. A potem zniknął. Może wyjechał. Nie wiem.





Mieszkanie, w którym przyszło mi zamieszkać...cóż, nie było szczytem luksusu...Niemniej jednak było (i na swój sposób jakiś urok miało;) ) - a ja wtedy potrzebowałam jakiegokolwiek lokum. Za sąsiadów miałam Albańczyków, Chińczyków, Rumunów,       Serbów... jak się jednak później okazało, sąsiedzi byli jak             najbardziej w porządku. Każdy praktycznie cały dzień w robocie, schodzili się wszyscy wieczorem (niektórzy nad ranem – jeśli         pracowali w barach, tavernach itp.) i zajmowali każdy swoim       życiem. A życie nie było łatwe





                                                      Takie miałam "roślinki" za "oknem" ;) 









Nie ma to jak winogrona i pomarańcze za oknem;) Nie miałam odwagi zjeść bo świadomość co ewentualnie mogło po nich spływać z mieszkań na górnym piętrze skutecznie przed tym odstraszała;) Niemniej jednak - przy całej marnocie lokum - wyglądały pięknie i cieszyły oczy ;) Zawsze marzyłam o tym aby mieć przed domem drzewko pomarańczowe :-)  Winogrona jedynie urozmaiciły moje spełnione marzenie :D 




A to moi najwierniejsi przyjaciele ;) Odwiedzali mnie regularnie...


Piesek generalnie był przyjacielem Chińczyków, ale tak po sąsiedzku zaprzyjaźnił się też ze mną;))






Kotek zjawił się zupełnie znienacka...szczerze powiedziawszy nie wiem czy był czyimś  przyjacielem zanim przyssał się do mnie - bo był nieco dziki...bał się, na początku siadał sobie w odpowiedniej odległości i się przyglądał...po jakimś czasie zaczął zapuszczać się do "lokalu"...a po jakimś czasie zażyczył sobie stołowania;) 


















A potem to już poszedł na całość...i zaczął czepiać się wystroju lokalu;)))) Wystrój był lichy i tandetny, niemniej jednak kocurek wykazywał niezmierzone pokłady bezczelności tarmosząc świeżo wypraną namiastkę firanki;)) 
















Taki kreteński "Sfinks" :)










A na sam koniec, żeby było weselej - przyprowadził koleżankę...albo kolegę, już nie sprawdzałam;)) 

To na razie tyle o moich zwierzęcych przyjaciołach;) może kiedyś jeszcze wrócę do tego tematu...




Jeśli chodzi o pracę...



Pracowałam w dwóch sklepach. Z ciuchami. A ciuchy...hmmm...fajne te ciuchy były...;) Na początku myślałam (jakże naiwnie;))) że to oryginały... no cóż, jakością nie ustępowały za wiele oryginałom, co przyznawali sami kupujący...Nie wiem czy powinnam o tym pisać tutaj, ale wszyscy, którzy mieli okazję zajrzeć do greckich czy kreteńskich „butików” wiedzą o co biega. Turyści zazwyczaj nie byli w ciemię bici i wiedzieli co kupują. Czasem jednak zdarzali się naiwni – jak ja na początku;)  I zazwyczaj, nie odpowiadało się wprost na pytania odnośnie pochodzenia ciuchów...jednak w ostateczności – nieco pokrętnymi drogami – dowiadywali się co kupują i z reguły kupowali;)  



Pracę zaczynałam o 9.00 rano w „Outlecie” i pracowałam do 14.00. Potem do 19.00 miałam „sjestę”. Od 19.00 do 23.00 - 24.00 pracowałam w „głównym” sklepie – zwanym Defile;) . Nazwę nadała mu Francuzka z którą miałam ogromną przyjemność pracować. Fantastyczna, ciepła, cudowna osoba :) Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze spotkamy się gdzieś w znajomych zakamarkach Krety.



Obydwa sklepy miały tego samego właściciela (Grek) i w obydwu pracowali praktycznie ci sami ludzie, zmienialiśmy się jedynie czasowo. I tak się to kręciło od połowy czerwca (wtedy zaczęłam pracę) do połowy października. Na początku, w czasie sjesty – biegałam na plażę. Pod koniec sezonu wolałam pospać w nagrzanym do niemożliwości „apartamencie”;)) Gdy wracałam na przerwę – ściany były gorące, nie mówiąc o innych rzeczach w mieszkaniu.


















Drugi sklep - OUTLET... 




Obydwa sklepy niestety zakończyły swój żywot bodajże w 2009 roku - jak sporo innych lokali w Stalidzie, czy to restauracje, biura podróży czy inne sklepy. Smutne to...


***Takie to było moje życie na Krecie AD 2007. Niemniej jednak – niczego nie żałuję;)

W zasadzie sama nie wiem po co to piszę...naszło mnie na wspomnienia po prostu. Czy teraz zdecydowałabym się ponownie na taką wyprawę? Po zastanowieniu odpowiadam z pełną świadomością: TAK.

Obecnie zadanie mam ułatwione jeśli chodzi o „zainstalowanie się” na wyspie. Nie będzie z tym problemu. Problemem teraz jest znalezienie pracy. I jej utrzymanie.

Ciągle biega mi po głowie myśl, aby mieć "coś swojego" na Krecie. Na obecną chwilę jest to marzenie niezbyt realne. Ale od czego są marzenia;)

*** No to do następnego...  ***