Życie płynie ustalonym rytmem polskiej rzeczywistości (oj, dzieje się.. ;) ) Ogarnęłam w końcu swoje emocje (a przynajmniej tak mi się wydaje) i mogę na nowo "zacząć tęsknić" za Kretą...ale już na swoich własnych zasadach ;)
Cierpliwie poczekam na sprzyjającą okazję powrotu na moją Wyspę Marzeń - nawet jeśli taka okazja przyjdzie dopiero za 20 lat...;) No i oczywiście spróbuję- w miarę regularnie - kontynuować tego bloga...
No to do następnego... ;)
Kreta, wyspa wśród morskiej rzucona otchłani,
Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej
Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.
Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.
Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe,
Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.
Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny,
Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...)
Odyseja, pieśń XIX
Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej
Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.
Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.
Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe,
Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.
Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny,
Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...)
Odyseja, pieśń XIX
09 grudnia 2017
19 lipca 2017
O! gdzie to mnie przywiało... ;)
Ja tu tylko na chwilkę...przelotem. W zasadzie sama nie wiem po co tu zaglądam... Chyba tak dla jaj... ;)
10 kwietnia 2016
Zbyt długie rozstanie....
Ten blog ma pełne prawo znienawidzić mnie na dobre. Mnie też już niewiele brakuje... Czasem ludzie mówią, że dłuższe rozstania miewają dobroczynne działanie...jednak chyba nie w tym przypadku. Przypadku moim i tego bloga.
Pamiętam początki, nawet bez zaglądania do pierwszych postów. To, co mną kierowało przy powstawaniu bloga to były - przede wszystkim - wielkie emocje. Czasem wydaje się nam, że bardziej już kochać nie możemy. Jednak czas działa na człowieka - a raczej na jego emocje - w dziwny sposób. Mówi się, że czas leczy rany. Dla mnie nie jest to leczenie, raczej zobojętnienie.
Tak wiele wydarzyło się od mojego ostatniego pobytu na Krecie, że czasem odnoszę wrażenie, iż tamto było tylko snem. Nic nie wartym, bezsensownym snem. Czasem fajnym i miłym, czasem beznadziejnie głupim - ale tylko snem. Nic nie da zastanawianie się nad tym, dlaczego tak się dzieje. Do niczego to nie prowadzi, rodzi jedynie frustracje. Staram się - najlepiej jak potrafię - żyć "życiem aktualnym", czyli "tu i teraz" - bez rozpamiętywania tego co było. Konsekwencje są takie, że aktywność na blogu zmalała niemal do zera. Czy to znaczy, że moja wielka namiętność - bo nie wiem, czy mogę nazwać to miłością - do Krety została zredukowana jedynie do marnego cienia dawnego uczucia? Coraz rzadziej zdarza mi się naprawdę tęsknić za kreteńskimi klimatami. Bardzo duży wpływ na to ma również obecna sytuacja w Europie (kryzys migracyjny, kryzys grecki itp.) . Zapewne niektórzy będą mnie za to krytykować, ale mam to gdzieś...
Teraz, gdy w końcu znalazłam w sobie dość chęci i "entuzjazmu" żeby zabrać się za pisanie, gdy zrobiłam ponowny przegląd zdjęć i...wspomnień ;) - coś znowu odżyło....jakaś cząstka tamtego życia powróciła i zapukała: "czy mogę wejść?? tak na chwilę??" :) No możesz, możesz....tylko nie zostań za długo...;)
Tak naprawdę robię wszystko by "tamta" część mojego życia nie zawładnęła mną ponownie. Póki co - udaje się. Na tyle dobrze mi to idzie, że byłam -jestem?- o krok od odesłania tego bloga w niebyt totalny, czyli usunięcia całej jego zawartości...bardzo kusi mnie również wykasowanie całej zawartości forum o Grecji, które stworzyłam a które obecnie działa mi na nerwy....tylko, czy matka może pozbyć się "swoich dzieci"?? No właśnie....
Wezmę na wstrzymanie i jeszcze trochę poczekam...buldożera łatwo jest wprowadzić, ale ciężej wyprowadzić;)
Takie oto - ostatnio - targają mną uczucia. Czasami wydaje mi się, że za dużo i "za bardzo" myślę. Może lepiej wrzucić na luz i zdać się na to co ma być?:) Być może ten blog niedługo zmieni swój oryginalny "profil" i z bloga na temat Krety przekształci się w zbiór osobistych rozterek jego autorki... ;) No cóż, takie życie....
* * *
Pamiętam początki, nawet bez zaglądania do pierwszych postów. To, co mną kierowało przy powstawaniu bloga to były - przede wszystkim - wielkie emocje. Czasem wydaje się nam, że bardziej już kochać nie możemy. Jednak czas działa na człowieka - a raczej na jego emocje - w dziwny sposób. Mówi się, że czas leczy rany. Dla mnie nie jest to leczenie, raczej zobojętnienie.
Tak wiele wydarzyło się od mojego ostatniego pobytu na Krecie, że czasem odnoszę wrażenie, iż tamto było tylko snem. Nic nie wartym, bezsensownym snem. Czasem fajnym i miłym, czasem beznadziejnie głupim - ale tylko snem. Nic nie da zastanawianie się nad tym, dlaczego tak się dzieje. Do niczego to nie prowadzi, rodzi jedynie frustracje. Staram się - najlepiej jak potrafię - żyć "życiem aktualnym", czyli "tu i teraz" - bez rozpamiętywania tego co było. Konsekwencje są takie, że aktywność na blogu zmalała niemal do zera. Czy to znaczy, że moja wielka namiętność - bo nie wiem, czy mogę nazwać to miłością - do Krety została zredukowana jedynie do marnego cienia dawnego uczucia? Coraz rzadziej zdarza mi się naprawdę tęsknić za kreteńskimi klimatami. Bardzo duży wpływ na to ma również obecna sytuacja w Europie (kryzys migracyjny, kryzys grecki itp.) . Zapewne niektórzy będą mnie za to krytykować, ale mam to gdzieś...
Teraz, gdy w końcu znalazłam w sobie dość chęci i "entuzjazmu" żeby zabrać się za pisanie, gdy zrobiłam ponowny przegląd zdjęć i...wspomnień ;) - coś znowu odżyło....jakaś cząstka tamtego życia powróciła i zapukała: "czy mogę wejść?? tak na chwilę??" :) No możesz, możesz....tylko nie zostań za długo...;)
Tak naprawdę robię wszystko by "tamta" część mojego życia nie zawładnęła mną ponownie. Póki co - udaje się. Na tyle dobrze mi to idzie, że byłam -jestem?- o krok od odesłania tego bloga w niebyt totalny, czyli usunięcia całej jego zawartości...bardzo kusi mnie również wykasowanie całej zawartości forum o Grecji, które stworzyłam a które obecnie działa mi na nerwy....tylko, czy matka może pozbyć się "swoich dzieci"?? No właśnie....
Wezmę na wstrzymanie i jeszcze trochę poczekam...buldożera łatwo jest wprowadzić, ale ciężej wyprowadzić;)
Takie oto - ostatnio - targają mną uczucia. Czasami wydaje mi się, że za dużo i "za bardzo" myślę. Może lepiej wrzucić na luz i zdać się na to co ma być?:) Być może ten blog niedługo zmieni swój oryginalny "profil" i z bloga na temat Krety przekształci się w zbiór osobistych rozterek jego autorki... ;) No cóż, takie życie....
* * *
13 lipca 2015
Ja tak na chwilkę... :-)
W przerwie pomiędzy jedną książką a drugą - dorwałam laptopa...i tak sobie tu wpadłam na chwilkę;)
Często mam tak, że jak nie mogę sobie z czymś poradzić - uciekam w świat książek. Chętnie uciekłabym gdzie indziej - niekoniecznie na Kretę, chociaż jakby się dało to jak najbardziej - np. w Bieszczady, jednak dłuższe L4 chwilowo wyłącza mnie z obiegu...więc uciekam w cudowny świat literatury.
Często wracam do wspomnień i zdjęć i czasem udaje mi się znaleźć takie, których (chyba) jeszcze tu nie zamieszczałam;)
A jak zamieszczałam - to trudno... ;)
I to by było tyle na dzisiaj ;)
* * *
Często mam tak, że jak nie mogę sobie z czymś poradzić - uciekam w świat książek. Chętnie uciekłabym gdzie indziej - niekoniecznie na Kretę, chociaż jakby się dało to jak najbardziej - np. w Bieszczady, jednak dłuższe L4 chwilowo wyłącza mnie z obiegu...więc uciekam w cudowny świat literatury.
Często wracam do wspomnień i zdjęć i czasem udaje mi się znaleźć takie, których (chyba) jeszcze tu nie zamieszczałam;)
A jak zamieszczałam - to trudno... ;)
| widok ze Spinalongi |
I to by było tyle na dzisiaj ;)
* * *
12 lipca 2015
Gdzieś pomiędzy...
| Malia |
Życie jest jakie jest, na niektóre rzeczy człowiek nie ma większego wpływu i trzeba w pewnym momencie powiedzieć: tak musi być i koniec. Nie znoszę słowa "musi". Niemniej jednak nauczyłam się je tolerować w pewnych sytuacjach (to jest jakiś postęp!) - inaczej mogłabym oszaleć. ;) Człowiek uczy się przez całe życie a i tak nie będzie w stanie ogarnąć wszystkiego.
Wiele razy zastanawiałam się - i nadal zastanawiam - nad sensem prowadzenia tego bloga. Z jednej strony bardzo chcę go prowadzić, z drugiej czasem brakuje "sił i środków" ;) Nie chciałabym sprowadzać tego co robię tutaj jedynie do suchych informacji albo tylko do moich filozoficznych wywodów (co akurat się dzieje w tym momencie;)) . Chciałabym aby ten blog różnił się nieco od innych tego typu stron związanych z Kretą (a jest ich całkiem sporo;) ). Robiąc to co robię, szukając informacji chociażby związanych z muzyką - czuję niedosyt. Jakoś ciężko pisze się o Krecie - będąc w Polsce. I tego żadną miarą nie jestem w stanie przeskoczyć. Chociaż staram się jak mogę. Zawsze w pewnym momencie przychodzi zwątpienie, zniechęcenie czy co tam jeszcze.
Mam nadzieję, że te moje wywody nie zabrzmią zbyt żałośnie - nie taka była intencja. Potrzebuję jedynie głośno pomyśleć i zastanowić się od czasu do czasu nad pewnymi sytuacjami. Wydaje mi się, że nie jest to pierwszy mój post w takich "klimatach" ale nie chce mi się już "grzebać w przeszłości" ;)
Chociaż...może jednak nadeszła pora na "przegląd generalny" tego co tu naprodukowałam przez te parę lat i zastanowić się raz jeszcze...;)
Ale to przy innej okazji, może z piwkiem w łapie...najchętniej Mythosem...póki co jednak o alko mogę zapomnieć - przynajmniej przez najbliższy czas...Takie życie...
:-)
| Plaża w Malii |
***
05 czerwca 2015
Muzyka kreteńska cz.II
W końcu wróciłam i zgodnie z zapowiedzią - zamierzam nadal „muzykować” w rytmie kreteńskich instrumentów, pieśni i tańców;)
W dzisiejszych czasach na Krecie najczęściej muzykuje się przy akompaniamencie liry (λύρα) bądź skrzypiec (βιολί), jednak nie mniejszą rolę odgrywa kreteńskie laouto (λαούτο). Jest to instrument strunowy szarpany z bardzo szerokiej rodziny lutni. Z wyglądu przypomina nieco inny instrument – oud, który jest uznawany za przodka lutni i nazywany też lutnią arabską lub perską. W przeciwieństwie do innych rodzajów lutni kreteńskie laouto ma dosyć długą szyjkę i największy korpus ze wszystkich instrumentów tego rodzaju. Z tego powodu dźwięki pochodzące z klasycznej lutni i laouto różnią się znacznie. Długość szyki i naprężenie strun ma duży wpływ na rodzaj dźwięku. Laouto ma 8 strun – w czterech rzędach po dwie. Jest to instrument, który nadaje charakterystyczny rytmiczny podkład pieśniom i tańcom.
Poniżej:
kreteńskie laouto i George Xilouris.
Pozostałe
instrumenty przewijające się w "kreteńskim muzykowaniu"
to thiamboli (θιαμπολι)
, askomandoura
(ασκομαντούρα),
daouli (νταούλι) a także mandolina (μαντολινο)
czy mandoura
(μαντούρα )
Thiamboli
(θιαμπολι)– to rodzaj bardzo prostego, wręcz
prymitywnego fletu. Używa się różnych nazw m.in. habioli,
sfyrohabioli, fthiaboli...
I
Thiamboli w akcji... :)
Askomandoura
(ασκομαντούρα)– to z kolei rodzaj dud.
Daouli
(νταούλι)– to rodzaj dwustronnego bębenka. Występują w różnych rozmiarach.
Poniżej daouli i askomandoura.
Poniżej daouli i askomandoura.
Mandolina
(μαντολινο)
albo mantola
(nieco
starsza od mandoliny) – to też rodzaj lutni. . Jest to niewielki
instrument strunowy szarpany. Również posiada cztery pary strun –
czyli jest to instrument ośmiostrunowy (najczęściej-bo są też
mandoliny 10 strunowe).
Podczas
zaznajamiania się z rodzajami kreteńskich instrumentów w różnego
rodzaju materiałach przewijają się też takie nazwy jak boulgari
(μπουλγαρί) - pochodzi z Turcji czy tambouras
(ταμπουράς) - jego poprzedniczką była starożytna
grecka pandoura (πανδούρα).
Wracając
jeszcze do liry i skrzypiec:
Podobno
wielu muzyków grających na lirze zaczynało od gry na skrzypcach.
Od 1950 roku, z powodu nacjonalistycznej polityki przyjętej
przez folklorystów, w Grecji obowiązywał zakaz publicznego
wykonywania muzyki kreteńskiej z akompaniamentem skrzypiec. Skrzypce
uznano za instrument obcy kulturowo, który został
„zaimportowany” na Kretę w pakiecie z rządami Wenecjan.
Jednocześnie lira została „koronowana” na symbol czystej,
oryginalnej, kreteńskiej muzyki. I praktycznie tak jest do
dzisiaj (może oprócz tego, że nie ma zakazu muzykowania na
skrzypcach).
A
prawda jest taka, że ani skrzypce ani lira nie mają
oryginalnych, kreteńskich korzeni. Jedyna kwestia o jaką można by
się spierać – i zapewne w pewnych kręgach to się dzieje – który instrument pojawił się na Krecie wcześniej;) Obecnie w niektórych częściach Krety bardziej powszechne są skrzypce, w innych lira.
"Zestaw" kreteński nr 1: podwójne laouto, skrzypce i daouli...oraz Antonis Martsakis ;)
"Zestaw" nr 2: z lirą w roli głównej, poza tym ze cztery lutnie i daoulaki ;)
Postaram się znaleźć jeszcze inne "zestawy" ;) , na dzień dzisiejszy musi wystarczyć. Zresztą i tak temat jest niewyczerpany i osobiście czuję mocny niedosyt. Nie ma zbyt wielu opracowań w języku polskim na temat kreteńskiej muzyki - pochodzenia poszczególnych instrumentów i generalnie korzeni kreteńskiego folku. Posiłkowałam się anglojęzycznymi stronami. Szczerze powiedziawszy - nie sądzę również aby było szersze zapotrzebowanie na tego typu wiedzę wśród Polaków. Nie wiem czy ktoś - oprócz mnie - ma ochotę zgłębiać te wszystkie niuanse muzyczne, różnice pomiędzy lirą i skrzypcami, sposobem gry, różnice pomiędzy rodzajami lutni (a tych jest naprawdę sporo;)) Staram się jak mogę poznawać każdy aspekt kreteńskiej kultury, jednak nie chciałabym zbytnio przynudzać, skupiłam się więc tylko na najważniejszych rzeczach (oczywiście z mojego punktu widzenia najważniejszych;) ) Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza - bardzo proszę o odzew;)
Linki:
xilouris.gr
greek folk music and dance instrumenty
www.cretamusic.com
Zamieszczając te linki chciałam jedynie pokazać jak wiele instrumentów przewija się w kreteńskiej ( i generalnie w greckiej) muzyce.
01 maja 2015
Już niedługo wracam...
Padł mi laptop, wiszę głownie na telefonie, z normalnego kompa korzystam gościnnie i na chwilkę;) Nie da rady tak funkcjonować w wirtualnym świecie;) Jeszcze trochę muszę się jednak pomęczyć...
Zatęskniłam za blogowaniem - czego efektem jest ten krótki wpis...póki co oddaję się totalnemu lenistwu i muzyce...głównie kreteńskiej;)
O Nikosie też kiedyś napiszę posta...nie może być inaczej. To zbyt ważna postać i dla Krety i dla całej Grecji...a przy tym ten głos...
No to do następnego...
* * *
Zatęskniłam za blogowaniem - czego efektem jest ten krótki wpis...póki co oddaję się totalnemu lenistwu i muzyce...głównie kreteńskiej;)
O Nikosie też kiedyś napiszę posta...nie może być inaczej. To zbyt ważna postać i dla Krety i dla całej Grecji...a przy tym ten głos...
No to do następnego...
* * *
07 lutego 2015
Muzyka kreteńska cz. I - Lira
Muzyka łagodzi obyczaje. Daje poczucie
wolności. Przenosi w inny wymiar. Wyzwala energię. Określa – w
pewien sposób - charakter człowieka:) Parafrazując: „powiedz
mi czego słuchasz, co grasz i na czym – a powiem ci kim jesteś”
:) No i mogłabym tak jeszcze długo. Ale przejdźmy do sedna...
Nie wiem czy nie porywam się z motyką
na słońce, próbując podzielić się swoją pasją do muzyki
Krety. Przede wszystkim ze względu na język. O ile w tradycyjnym,
angielskim popie, czy nawet greckim popie, czy innych rodzajach muzyki nie przywiązuje się
zbytniej wagi do słów, o tyle w przypadku np. mantinades ma to
przeogromne znaczenie. Wytłumaczę to w dalszej części. Uwielbiam
brzmienie poszczególnych instrumentów i specyficzny rytm
kreteńskiej muzyki, tańców i pieśni. I dlatego sugeruję wszystkim czytającym a zwłaszcza słuchającym;)) skupienie się na początku przede wszystkim na brzmieniu i rytmie. Co do treści - wykonuję "hard work" aby móc zacząć chociaż częściowo tłumaczyć pewne rzeczy ;) Postaram się ogarnąć ten temat najlepiej jak potrafię bo nie wyobrażam sobie poznawania Krety bez chociażby
próby poznania jej muzyki.
![]() |
| Psarantonis * |
Dla Kreteńczyków muzyka stanowi
niesamowicie ważną część ich specyficznej, jedynej w swoim
rodzaju kultury.
Bo Kreta jest wyspą wyjątkową.
Położona „na skrzyżowaniu” trzech kontynentów stała się
swego rodzaju konglomeratem kultur, które przenikając się
wzajemnie zadecydowały o niepowtarzalnym charakterze wyspy i jej
mieszkańców.
Muzyka i taniec związane są z życiem
Kreteńczyków od najdawniejszych czasów (to właśnie mitologicznym
Kuretom przypisuje się stworzenie tańca wojennego „pyrriche”) . Przenika niemal każdy aspekt ich
życia, stanowi nieodłączny element wszelkich wydarzeń.
![]() |
| Lira kreteńska ** |
Najbardziej charakterystycznym
instrumentem muzycznym na Krecie jest trójstrunna lira kreteńska
(Κρητικη λυρα- Kritiki
Lira). Jest to instrument smyczkowy, wykonany z drewna -
najczęściej orzecha lub morwy. Spotyka się różne odmiany liry w różnych krajach np. Turcji czy
krajach Bliskiego Wschodu – jednak na Krecie znaczenie liry jest
przeogromne. Wydobywa duszę kreteńskiej muzyki bardziej niż
jakikolwiek inny instrument. Podkreśla ładunek emocjonalny
mantinades, kreuje specyficzny obraz muzyczny swoim żywym, czarującym dźwiękiem.
Korzeni liry szukać należy zapewne w
krajach Bliskiego Wschodu, aczkolwiek niektóre źródła sugerują,
że może pochodzić z Indii – skąd de facto przywędrowała
większość podobnych bliskowschodnich instrumentów muzycznych.
Kiedy Instrument ten pojawił się na
Krecie? Nie jest to niestety do końca wyjaśnione, są różne
teorie. Mogła przybyć w 395 roku wraz z Grekami z Konstantynopola.
Mogło być również tak, że „przywędrowała” z
andaluzyjskimi Saracenami w 824 roku n.e. A może to armia Nicefora Fokasa, wyzwalająca Kretę spod panowania arabskiego w 961 roku miała ją
gdzieś „na wyposażeniu” ;)
![]() |
| ** |
Jeszcze inna opcja – lira przybyła w
1080 roku wraz z dużą populacją Greków z Konstantynopola
przesiedlonych w ramach rechrystianizacji Krety przez ówczesnego
imperatora bizantyjskiego Alexiosa Komnenosa.
To co wiadomo na pewno – w momencie
przybycia Wenecjan na Kretę w 1210 roku liraki (mały, najwcześniejszy
model liry) była już obecna na Krecie.
Wyróżniamy trzy typy liry:
- λυράκι (liraki) – mały model liry, prawie identyczny jak bizantyjska lira,używana głównie przy tańcach;
- βροντόλυρα (vrontolira)– o bardzo silnym dźwięku, idealny do akompaniamentu przy pieśniach;
- λύρα κοινή (lira koini)- lira współczesna, obecna na wyspach dzisiaj (powstała jako swego rodzaju połączenie liry i skrzypiec).
Wydaje się, że skrzypce miały duży wpływ na wygląd i sposób gry na obecnej lirze. Próbuję dogrzebać się do bardziej szczegółowych informacji na ten temat i jak coś konkretnego znajdę - to oczywiście zamieszczę stosowne informacje. Dowiedziałam się, że w ostatnich dekadach rozgorzała dyskusja który z tych dwóch instrumentów (lira czy skrzypce) miał większy wpływ na to jak kształtowała się muzyka kreteńska. Który z nich na wyspie znalazł się wcześniej. Potwierdzone jest, że w niektórych rejonach Krety to skrzypce - a nie lira - były i dosyć często nadal bywają głównym instrumentem (Kreta zachodnia, okolice Chanii). Lira natomiast jako główny instrument występowała najwcześniej w środkowej (Rethimno) i wschodniej części Krety ( Iraklio).
Temat muzyki Krety, pieśni i tańców jest tak przebogaty, że nie sposób opisać tego w jednym poście. Postanowiłam więc podzielić temat na kilka części.
Przy tworzeniu tego posta korzystałam z wielu źródeł m.in. z Wikipedii, przewodnika zakupionego na Krecie, przewodnika NG i Pascala a przede wszystkim ze strony:
www.we-love-crete.com
i troszkę z:
www.rossdaly.gr
Coś dla ewentualnych amatorów liry, tudzież muzyków może zainteresować;) po grecku niestety, ale tak czy inaczej można się nieco połapać w "obchodzeniu się" z tym instrumentem;)
I już muzycznie...lira solo:)
*****
PS. jeśli ktoś ma jakieś uwagi co do treści - to proszę śmiało się dzielić spostrzeżeniami;)
No i tradycyjnie, na sam koniec: zamieszczone zdjęcia pochodzą ze "współnych zasobów" Wikipedii;) Zaznaczyłam to aby nie było żadnych niedomówień.
>Zdjęcie oznaczone * pochodzi z zasobów Wikipedii-"Psarantonis 8254325". Licensed under CC BY-SA 2.5 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Psarantonis_8254325.jpg#mediaviewer/File:Psarantonis_8254325.jpg
>Zdjęcie oznaczone ** pochodzi z zasobów Wikipedii - "Stag diki" by Objective r - Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Stag_diki.jpg#mediaviewer/File:Stag_diki.jpg
>Zdjęcie *** pochodzi z zasobów Wikipedii - "Lyres-creta" by Joan - Own work. Licensed under CC BY 3.0 via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyres-creta.jpg#mediaviewer/File:Lyres-creta.jpg
06 stycznia 2015
Już w Nowym Roku:)
| zachód słońca w Heraklionie |
Powrót do domu z wojaży świątecznych kiedyś musiał nastąpić. Z pewnymi oporami trzeba było opuścić Wyspy (te na północy Europy;)) i udać się w drogę powrotną do Polski. Wyspy greckie - zwłaszcza ta najbardziej południowa pozostają na razie w sferze "opracowywania";)
Ponieważ miałam nieco ograniczony dostęp do bloga, zajęłam się "bombardowaniem" strony na FB wszelkimi zdjęciami z zimowej Krety (pogoda nieco poszalała, to trzeba przyznać - niemniej jednak Kreta w bieli wygląda równie fascynująco;)) Jest sporo utrudnień związanych z zasypanymi drogami. Spore zniszczenia spowodowały też obfite deszcze. Oprócz zimowych zdjęć - zawładnęła mną również kreteńska muzyka.
No właśnie...pomimo, że mój grecki jest jeszcze w powijakach - coraz bardziej ulegam magii tego specyficznego rodzaju muzyki, pieśni i tańców. W ramach stałego pogłębiania swojej wiedzy o Krecie, jej historii, kulturze, sztuce postanowiłam "zanurzyć się" w ten temat tak głęboko jak będzie to - na chwilę obecną - możliwe.
W języku polskim niewiele jest dostępnych informacji na ten temat. A jeśli są - to takie raczej ogólne. Bardzo żałuję, że nie znam jeszcze na tyle greckiego aby móc czerpać informacje z całego mnóstwa greckojęzycznych stron. Będę posiłkowała się zapewne przewodnikami, internetem i anglojęzycznymi serwisami. I zabiorę się ostro za grekę...;)) <zapał na razie jest - zobaczymy jak będzie dalej> :)
Póki co......παμε!! :)
* * * * *
23 grudnia 2014
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!! :-)
* * * * *
Zdrowych, spokojnych, radosnych, pełnych ciepła i tej jedynej w swoim rodzaju magii Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w nadchodzącym Nowym 2015 Roku!!
Merry Christmas and Happy New Year 2 0 1 5 !!
* * * * *
20 grudnia 2014
Święta i Nowy Rok - podsumowania i marzenia...czyli stara śpiewka - jak co roku;)
Zbliżają się Święta, nadchodzi Nowy Rok...kolejny rok. Co się zmieniło? co się ewentualnie zmieni? Prawie każdy robi podsumowania i plany. Ja też. To znaczy robię głównie podsumowania, bo do planów nie mam zaufania :) Plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. Nie będę sobie nic obiecywać, nic postanawiać. Po prostu jeśli będą możliwości - będę działać i już.
Moje główne marzenia oczywiście związane są z Kretą. Chciałabym również zabrać się za naukę greckiego, co sobie obiecywałam od lat. Moje mizerne próby kończyły się porażką. Lenistwo? Brak motywacji? Brak czasu? Chyba wszystko po trochu.
Życzenia świąteczne i noworoczne będą w osobnym poście. Na razie próbuję ogarnąć miniony rok. Kolejny rok bez porządnych wakacji, bez Krety - fizycznie, bo sercem i duszą notorycznie tam wracam :) Rok uciekł bez jakichś fajerwerków. Trochę smutny rok - choroba i śmierć dziadka, chociaż wszyscy się tego spodziewali.
Zdrowie...no właśnie. Oby tego nigdy nikomu nie zabrakło. Z całą resztą człowiek jest w stanie sobie poradzić:) . Jeden lepiej, drugi gorzej - ale zawsze jakoś.
No to sobie pogadałam przy sobocie. Czas zabrać się za kończenie porządków - chociaż ciężko, bo jakiś wirus mnie dopadł :( Tak się do tej pory trzymałam, a tu jak zwykle przed samymi Świętami - BAM! :-)
No nic, trzeba sobie jakoś radzić.
No to do następnego...wkrótce:)
***
Moje główne marzenia oczywiście związane są z Kretą. Chciałabym również zabrać się za naukę greckiego, co sobie obiecywałam od lat. Moje mizerne próby kończyły się porażką. Lenistwo? Brak motywacji? Brak czasu? Chyba wszystko po trochu.
Życzenia świąteczne i noworoczne będą w osobnym poście. Na razie próbuję ogarnąć miniony rok. Kolejny rok bez porządnych wakacji, bez Krety - fizycznie, bo sercem i duszą notorycznie tam wracam :) Rok uciekł bez jakichś fajerwerków. Trochę smutny rok - choroba i śmierć dziadka, chociaż wszyscy się tego spodziewali.
Zdrowie...no właśnie. Oby tego nigdy nikomu nie zabrakło. Z całą resztą człowiek jest w stanie sobie poradzić:) . Jeden lepiej, drugi gorzej - ale zawsze jakoś.
| Zachód słońca w Malii |
No to sobie pogadałam przy sobocie. Czas zabrać się za kończenie porządków - chociaż ciężko, bo jakiś wirus mnie dopadł :( Tak się do tej pory trzymałam, a tu jak zwykle przed samymi Świętami - BAM! :-)
No nic, trzeba sobie jakoś radzić.
No to do następnego...wkrótce:)
***
04 listopada 2014
Moja Kreta AD 2007 - powrót do wspomnień...
Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy
leciałam na Kretę – nie do końca wiedziałam czego mogę
oczekiwać pomimo, że parę lat wcześniej spędziłam trochę czasu
w Grecji kontynentalnej. Wyspa kojarzyła mi się przede wszystkim z
ciepłem, słońcem, morzem i historią. Poleciałam z klasyczną
wycieczką, z jednym z biur podróży - praktycznie w ciemno.
Stwierdziłam, że jak uda się znaleźć pracę – będzie super i
zostanę;) Jak nie – to zwijam manatki i wracam tak jak trzeba –
również z wycieczką.
Po przylocie pomogła mi jedna osoba,
Polka mieszkająca od jakiegoś czasu na Krecie. Znałam ją jedynie
„teoretycznie”, więc też nie wiedziałam czego konkretnie
oczekiwać. Dużo było perturbacji, niemniej jednak udało mi się załapać do pracy. I
zostałam. Załatwiłam z rezydentem z biura podróży, że nie
wracam z nimi...dziwnie mi się przyglądał, ale powiedział, że
takie rzeczy się zdarzają;)
Hotel "Neon" w Stalidzie
Po 10 dniach „wakacjowania” wyniosłam się z hotelu. Mieszkanie pomógł mi znaleźć...Albańczyk. Wiele się nasłuchałam swego czasu o Albańczykach więc miałam ogromne uprzedzenia. Niepotrzebnie – jak się okazuje. Gdy zapytałam go, dlaczego mi pomaga, powiedział po prostu: „widzisz, ja tu jestem obcy, ty jesteś obca. Mnie kiedyś ktoś pomógł, ja pomagam tobie. Może kiedyś ty pomożesz komuś innemu”.
Potem parę razy jeszcze spotkaliśmy się przypadkowo w Stalidzie i Hersonissos. A potem zniknął. Może wyjechał. Nie wiem.
Mieszkanie, w którym przyszło mi zamieszkać...cóż, nie było szczytem luksusu...Niemniej jednak było (i na swój sposób jakiś urok miało;) ) - a ja wtedy potrzebowałam jakiegokolwiek lokum. Za sąsiadów miałam Albańczyków, Chińczyków, Rumunów, Serbów... jak się jednak później okazało, sąsiedzi byli jak najbardziej w porządku. Każdy praktycznie cały dzień w robocie, schodzili się wszyscy wieczorem (niektórzy nad ranem – jeśli pracowali w barach, tavernach itp.) i zajmowali każdy swoim życiem. A życie nie było łatwe
Nie ma to jak winogrona i pomarańcze za oknem;) Nie miałam odwagi zjeść bo świadomość co ewentualnie mogło po nich spływać z mieszkań na górnym piętrze skutecznie przed tym odstraszała;) Niemniej jednak - przy całej marnocie lokum - wyglądały pięknie i cieszyły oczy ;) Zawsze marzyłam o tym aby mieć przed domem drzewko pomarańczowe :-) Winogrona jedynie urozmaiciły moje spełnione marzenie :D
A to moi najwierniejsi przyjaciele ;) Odwiedzali mnie regularnie...
Piesek generalnie był przyjacielem Chińczyków, ale tak po sąsiedzku zaprzyjaźnił się też ze mną;))
Kotek zjawił się zupełnie znienacka...szczerze powiedziawszy nie wiem czy był czyimś przyjacielem zanim przyssał się do mnie - bo był nieco dziki...bał się, na początku siadał sobie w odpowiedniej odległości i się przyglądał...po jakimś czasie zaczął zapuszczać się do "lokalu"...a po jakimś czasie zażyczył sobie stołowania;)
A potem to już poszedł na całość...i zaczął czepiać się wystroju lokalu;)))) Wystrój był lichy i tandetny, niemniej jednak kocurek wykazywał niezmierzone pokłady bezczelności tarmosząc świeżo wypraną namiastkę firanki;))
Taki kreteński "Sfinks" :)
A na sam koniec, żeby było weselej - przyprowadził koleżankę...albo kolegę, już nie sprawdzałam;))
To na razie tyle o moich zwierzęcych przyjaciołach;) może kiedyś jeszcze wrócę do tego tematu...
Jeśli chodzi o pracę...
Pracowałam w dwóch sklepach. Z
ciuchami. A ciuchy...hmmm...fajne te ciuchy były...;) Na początku
myślałam (jakże naiwnie;))) że to oryginały... no cóż,
jakością nie ustępowały za wiele oryginałom, co przyznawali sami
kupujący...Nie wiem czy powinnam o tym pisać tutaj, ale wszyscy,
którzy mieli okazję zajrzeć do greckich czy kreteńskich „butików”
wiedzą o co biega. Turyści zazwyczaj nie byli w ciemię bici i
wiedzieli co kupują. Czasem jednak zdarzali się naiwni – jak ja
na początku;) I zazwyczaj, nie odpowiadało się wprost na pytania
odnośnie pochodzenia ciuchów...jednak w ostateczności – nieco
pokrętnymi drogami – dowiadywali się co kupują i z reguły
kupowali;)
Pracę zaczynałam o 9.00 rano w
„Outlecie” i pracowałam do 14.00. Potem do 19.00 miałam
„sjestę”. Od 19.00 do 23.00 - 24.00 pracowałam w „głównym”
sklepie – zwanym Defile;) . Nazwę nadała mu Francuzka z którą
miałam ogromną przyjemność pracować. Fantastyczna, ciepła, cudowna osoba :) Mam
nadzieję, że kiedyś jeszcze spotkamy się gdzieś w znajomych
zakamarkach Krety.
Obydwa sklepy miały tego samego
właściciela (Grek) i w obydwu pracowali praktycznie ci sami ludzie,
zmienialiśmy się jedynie czasowo. I tak się to kręciło od połowy
czerwca (wtedy zaczęłam pracę) do połowy października. Na
początku, w czasie sjesty – biegałam na plażę. Pod koniec
sezonu wolałam pospać w nagrzanym do niemożliwości
„apartamencie”;)) Gdy wracałam na przerwę – ściany były
gorące, nie mówiąc o innych rzeczach w mieszkaniu.
Drugi sklep - OUTLET...
***Takie to było moje życie na Krecie AD
2007. Niemniej jednak – niczego nie żałuję;)
W zasadzie sama nie wiem po co to
piszę...naszło mnie na wspomnienia po prostu. Czy teraz
zdecydowałabym się ponownie na taką wyprawę? Po zastanowieniu
odpowiadam z pełną świadomością: TAK.
Obecnie zadanie mam ułatwione jeśli
chodzi o „zainstalowanie się” na wyspie. Nie będzie z tym
problemu. Problemem teraz jest znalezienie pracy. I jej utrzymanie.
Ciągle biega mi po głowie myśl, aby
mieć "coś swojego" na Krecie. Na obecną chwilę jest to
marzenie niezbyt realne. Ale od czego są marzenia;)
*** No to do następnego... ***
05 października 2014
Przymiarki do planów...na najbliższe lata ;))
Ech...opisałam chyba wszystkie miejsca, w których przebywałam - dłużej lub krócej - na magicznej Krecie...
Czas zacząć przymierzać się do nowych miejsc...oczywiście na mojej ulubionej wyspie...
Jako, że generalnie mam awersję do planowania - praktykuję "przymiarki do planów";)
Z planami - wiadomo jak bywa.
Nie określam też docelowo - że to będzie przyszły rok. Bo nie wiem, czy będzie. Wiem tylko tyle, że muszę tam wrócić - choćby jedynie na miesiąc...w danym roku ;)
Co dalej w takim razie z blogiem?
Tak sobie myślę i myślę...chciałabym odwiedzić te wszystkie miejsca, do których nie dane mi było tej pory zajrzeć, ucząc się ich "wirtualnie", "jeżdżąc palcem po mapie" - jak będzie trzeba (albo mnie "przyciśnie" :) ) i zgłębiając wszelkie możliwe wiadomości...mam również ambicję - już teraz całkiem na poważnie - nauczyć się greckiego, tak abym mogła na bieżąco śledzić to co dzieje się na wyspie...możliwości są, brakuje "języka"...
Mam więc nadzieję, że blog będzie sobie dalej "żył" a ja dołożę wszelkich starań żeby to nie była wegetacja, ale życie na pełnym gazie...cokolwiek to znaczy ;))
w sumie to sama się sobie dziwię, że jeszcze chce mi się bawić w to całe blogowanie... ;)
No to do następnego... :-) ***
16 sierpnia 2014
Wyspa Kolokitha, Półwysep Spinalonga i takie tam...perturbacje informacyjne;)
| widok na półwysep Spinalonga i - po lewej - na wyspę Spinalonga |
Dawno mnie tutaj nie było, czas
nadrobić nieco zaległości. Dzisiaj trochę o ...wyspie
Kolokitha?;))
Długo nie mogłam pojąć co się
kryje pod tą nazwą – czy wyspa, czy półwysep czy po prostu
plaża;) Pogrzebałam trochę w internecie, trochę po przewodnikach
– aczkolwiek w tych ostatnich jest o tym tyle co kot napłakał.
Czyli nic. Najbardziej sensowne info znalazłam na anglojęzycznej
stronie .
Czyli: www.cretanbeaches.com
| Wysepka Kolokitha |
Kolokitha to niewielka wysepka położona
naprzeciwko półwyspu Spinalonga, ok. 12 km od Agios Nikolaos i w
niewielkiej odległości od Eloundy. Centralnie naprzeciwko wysepki
znajduje się fajniutka plaża (uwieczniona przeze mnie na zdjęciach)
o angielskiej nazwie Saint Luke Beach – czyli tak po naszemu plaża
św. Łukasza;) Aczkolwiek bardziej znana jest właśnie jako
Kolokitha Beach ;)
Tekst z powyższej stronki wyjaśnił
mi również, że to co brałam początkowo za półwysep Kolokitha
jest de facto półwyspem Spinalonga (nota bene na mapce Krety,
którą można zdobyć za darmo na wyspie półwysep ów nie jest
opisany jako Półwysep Spinalonga, tylko wszystko razem – łącznie
z niewielką wysepką oznaczone jest jako Kolokitha Island;) - stąd
pewnie te niedomówienia i pomyłki).
Najważniejsze jednak, że w końcu wszystko się wyjaśniło ;)
| widok z półwyspu Spinalonga w stronę Eloundy i Agios Nikolaos |
„Zwiedziłam” tylko niewielką
część półwyspu Spinalonga, zresztą cały półwysep jest taki
bardziej offroadowy, więc za wiele do zwiedzania tam nie ma – w
sensie: zabytków. Są bodajże dwa kościoły - ja dotarłam tylko do jednego z nich - bizantyjskiego kościółka Agios Fokas.
| Bizantyjski kościołek Agios Fokas |
| Agios Fokas |
| Agios Fokas |
| hmm...gdzieś tam się przewinęłam... |
| i nawet "przyczepiłam się do dzwona" ;)) hmm.... |
| Agios Fokas |
| Na półwyspie Spinalonga |
| Na półwyspie Spinalonga...w oddali widoczna (ten mały budyneczek;)) bodajże wczesnochrześcijańska bazylika...ale nie jestem pewna, bo tam nie dotarłam...czasu brakło:( |
| Na półwyspie Spinalonga z widokiem na Kolokithę;) |
| j.w. |
Panuje tam niesamowity spokój,
prawie w ogóle nie ma turystów, chyba że czasem przemkną terenowe
autka w ramach „kreteńskiego safari” ;)
Jedynie plaża jest oblegana, „masówki”
organizują tam grilla, no i ludziska po wycieczce na Spinalongę moczą swoje obolałe kościska w błekitnych wodach Saint Luke Beach ;)
| Saint Lukas Beach zwana też Kolokitha Beach :) |
| j.w. |
| no i grill...a jakże;) "masówka" głodna ;) |
To jeszcze celem uzupełnienia
informacji o wyspie Spinalonga:
Wyspa najprawdopodobniej faktycznie powstała w wyniku
przekopania przez Wenecjan kanału w 1589 roku. Dawniej stanowiła
część półwyspu Spinalonga. Stosowne sprostowanie zamieściłam również w poście o Spinalondze.
I to by było na tyle - tym razem;) Jak coś sobie przypomnę, albo dowiem się czegoś innego - niż do tej pory wiedziałam - zamieszczę odpowiednie info ;)
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)















