Kreta, wyspa wśród morskiej rzucona otchłani,
Żyzna, pełna uroków - a siedzą tam na niej
Roje luda, a liczy dziewięćdziesiąt grodów.
Moc tam różnego szczepu i mowy narodów.
Są Achaje, Kydony, Dory bujnogrzywe,
Pelazgi, toż Kreteńcy, tubylcy właściwe.
Na wyspie jest gród Knossos, wielki i stołeczny,
Gdzie lat dziewiątek władal Minos (...)
Odyseja, pieśń XIX

10 kwietnia 2016

Zbyt długie rozstanie....

Ten blog ma pełne prawo znienawidzić mnie na dobre. Mnie też już niewiele brakuje... Czasem ludzie mówią, że dłuższe rozstania miewają dobroczynne działanie...jednak chyba nie w tym przypadku. Przypadku moim i tego bloga.

Pamiętam początki, nawet bez zaglądania do pierwszych postów. To, co mną kierowało przy powstawaniu bloga to były - przede wszystkim - wielkie emocje.  Czasem wydaje się nam, że bardziej już kochać nie możemy. Jednak czas działa na człowieka - a raczej na jego emocje - w dziwny sposób. Mówi się, że czas leczy rany. Dla mnie nie jest to leczenie,  raczej zobojętnienie.

Tak wiele wydarzyło się od mojego ostatniego pobytu na Krecie, że czasem odnoszę wrażenie, iż tamto było tylko snem. Nic nie wartym, bezsensownym snem. Czasem fajnym i miłym, czasem beznadziejnie głupim - ale tylko snem. Nic nie da zastanawianie się nad tym, dlaczego tak się dzieje. Do niczego to nie prowadzi, rodzi jedynie frustracje. Staram się - najlepiej jak potrafię - żyć "życiem aktualnym", czyli "tu i teraz" - bez rozpamiętywania tego co było. Konsekwencje są takie, że aktywność na blogu zmalała niemal do zera. Czy to znaczy, że moja wielka namiętność - bo nie wiem, czy mogę nazwać to miłością - do Krety została zredukowana jedynie do marnego cienia dawnego uczucia?  Coraz rzadziej zdarza mi się naprawdę tęsknić za kreteńskimi klimatami. Bardzo duży wpływ na to ma również obecna sytuacja w Europie (kryzys migracyjny, kryzys grecki itp.) . Zapewne niektórzy będą mnie za to krytykować, ale mam to gdzieś...



Teraz, gdy w końcu znalazłam w sobie dość chęci i "entuzjazmu" żeby zabrać się za pisanie, gdy zrobiłam ponowny przegląd zdjęć i...wspomnień ;) - coś znowu odżyło....jakaś cząstka tamtego życia powróciła i zapukała: "czy mogę wejść?? tak na chwilę??" :) No możesz, możesz....tylko nie zostań za długo...;)  

Tak naprawdę robię wszystko by "tamta" część mojego życia nie zawładnęła mną ponownie. Póki co -  udaje się. Na tyle dobrze mi to idzie, że byłam -jestem?- o krok od odesłania tego bloga w niebyt totalny, czyli usunięcia całej jego zawartości...bardzo kusi mnie również wykasowanie całej zawartości forum o Grecji, które stworzyłam a które obecnie działa mi na nerwy....tylko, czy matka może pozbyć się "swoich dzieci"??  No właśnie.... 

Wezmę na wstrzymanie i jeszcze trochę poczekam...buldożera łatwo jest wprowadzić, ale ciężej wyprowadzić;)    



Takie oto - ostatnio - targają mną uczucia. Czasami wydaje mi się, że za dużo i "za bardzo" myślę. Może lepiej wrzucić na luz i zdać się na to co ma być?:)  Być może ten blog niedługo zmieni swój oryginalny "profil" i z bloga na temat Krety przekształci się w zbiór osobistych rozterek jego autorki... ;)  No cóż, takie życie....





                                                       * * *

3 komentarze:

  1. Nie niszcz własnej pracy, zacznij oddychać błękitem ☺
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Anito,
    dopiero dzis trafilem na Pani bloga. Uwazam, ze jest swietny. Nie dosc ze zawiera duzo opisow przez ktore saczy sie pasja, to dodatkowo mozna w nim znalezc duzo ciekawych informacj dot.chociazby muzyki kretenskiej. Pisze Pani, ze milosc so Krety wygasla. Czy to jest powod do niszczenia tak pieknie napisanego bloga, bedacego jednoczesnie Pani prywatnym pamietnikiem? Kazdy, kto choc raz zakochal sie w jakims kawalku ziemii i poswiecil na jego poznawanie czesc zycia, w pewnym momencie dochodzi do momentu przesycenia, kiedy wydaje mu sie, ze to, co kiedys czul, bylo tylko iluzja. Kazda milosc jest iluzja, i to wlasnie jest w niej najpiekniejsze.Co nie zmienia faktu, ze uczucia ktore czulismy byly prawdziwe. I w takiej wlasnie formie, zywej i bardzo prawdziwej, sa one przedstawione w Pani blogu. Niezalenie od tego, czy Kreta nadal Pania fascynuje, czy tez nie moze Pani znalezc w sobie nawet okrucha fascynacji sprzed lat-to co kiedys Pani czula bylo jak najbardziej realne i stworzony przez Pania blog jest pieknym tego odzwierciedleniem. Prosze potraktowac go jako kronike uczuc, ktore na jakis czas w Pani zaginely, a po pewnym czasie poczuje Pani, ze one wcale nie umarly, tylko zasnely na pewien (byc moze troche zbyt dlugi) czas, aby obudzic sie znowu pewnego slonecznego kwietniowego poranka i pozwolic cieszyc soba umysl i serce i kontynuowac piekna prace, jaka jest tworzenie tego bloga.

    Z nadzieja dalszego rozwoju.

    David D.

    OdpowiedzUsuń